Moje serce zaczęło bić szybciej.
- Pani mama została brutalnie zgwałcona.- z moich oczy zaczęły lecieć łzy.
- Mogłaby pani przyjechać do szpitala.
- Tak . Jestem na razie w Londynie. Ale jutro obiecuje ,że będę.
Rozłączył się
. Zaczęłam szlochać.
- Co się stało ? - zapytała przerażona Al.
- Moja mama została zgwałcona. Leży w szpitalu.
Alex mocno mnie przytuliła.
-Co się dzieje !- podbiegł do nas Niall.
- Lece o Polski . Nie wiem kiedy wróce.
-Dlaczego?
-Mama jest w szpitalu. Ide na lotnisko.- pobiegłam w stronę lasu, ale Niall mnie zatrzymał.
- Na lotnisko jest 25 km . Zaczekaj zawiozę cię
. Pojechaliśmy na lotnisko.
Samolot miałam mieć za 45 min.
-Mam jechać z tobą?- zapytał.
- Nie ma sensu. I tak na sale nie wpuszczą dwóch osób.
Przytulił mnie bardzo mocno.
- zadzwoń jak tylko będziesz coś wiedziała.
Pasażerowie lecący na trasie Londyn- Poznań , Polska proszeni są udać się do stanowiska nr 7.
- Muszę iść.- pocałowałam go i pobiegłam w strone stanowiska nr 7.
- Pamiętaj ,że cię kocham .- krzyczał.
Wsiadłam do samolotu.
Jedyne o czym myślałam to to, czy to ten sam facet co zgwałcił mnie.
Dolecieliśmy.
Wybiegłm z lotniska siadając do pierwszej lepszej TAXI
. - Do szpitala klinicznego nr 4 .
Kierowca zauważył ,że się śpieszę . Na miejscu byłam 10 minut później.
Pielęgniarka wskazała mi salę , w której leżała mama.
- Mamusiu.-złapałam ją za rękę.- Proszę cię. Nie zostawiaj mnie. Nie teraz. Nie możesz. Wiem ,że jesteś silna , musisz się obudzić.-płakałam bezgranicznie .
Jej oczy się lekko otworzyły.
- Caroline- wyszeptała.
- tak mamo.- pocałowałam ja w dłoń ,którą właśnie trzymałam.
- Znajdź testament.- powiedziała resztkami sił.
- Mamo!? Jakie testament? Po co ? Przecież ty nie umrzesz.-płakałam.
Z jej oczu popłynęło kilka łez
- Po prostu go znajdź- jej głos był ledwo słyszalny. - Jest u mnie.- urządzenie , do którego była podłączona zaczęło przeraźliwie piszczeć.
Z jednego oka spłynęła ostatnia łza.
- Mamo! Nie! ..
Wbiegła pielęgniarka z lekarzem. - proszę wyjść.
Posłusznie wyszłam z sali.
- Nie rób mi tego . - Szeptałam sama do siebie/
____________________________________________
Przepraszam ,że tak późno, ale musiałam się uczyć ;/
Rozdział mam nadzieje ,że się podoba ;)
- Pani mama została brutalnie zgwałcona.- z moich oczy zaczęły lecieć łzy.
- Mogłaby pani przyjechać do szpitala.
- Tak . Jestem na razie w Londynie. Ale jutro obiecuje ,że będę.
Rozłączył się
. Zaczęłam szlochać.
- Co się stało ? - zapytała przerażona Al.
- Moja mama została zgwałcona. Leży w szpitalu.
Alex mocno mnie przytuliła.
-Co się dzieje !- podbiegł do nas Niall.
- Lece o Polski . Nie wiem kiedy wróce.
-Dlaczego?
-Mama jest w szpitalu. Ide na lotnisko.- pobiegłam w stronę lasu, ale Niall mnie zatrzymał.
- Na lotnisko jest 25 km . Zaczekaj zawiozę cię
. Pojechaliśmy na lotnisko.
Samolot miałam mieć za 45 min.
-Mam jechać z tobą?- zapytał.
- Nie ma sensu. I tak na sale nie wpuszczą dwóch osób.
Przytulił mnie bardzo mocno.
- zadzwoń jak tylko będziesz coś wiedziała.
Pasażerowie lecący na trasie Londyn- Poznań , Polska proszeni są udać się do stanowiska nr 7.
- Muszę iść.- pocałowałam go i pobiegłam w strone stanowiska nr 7.
- Pamiętaj ,że cię kocham .- krzyczał.
Wsiadłam do samolotu.
Jedyne o czym myślałam to to, czy to ten sam facet co zgwałcił mnie.
Dolecieliśmy.
Wybiegłm z lotniska siadając do pierwszej lepszej TAXI
. - Do szpitala klinicznego nr 4 .
Kierowca zauważył ,że się śpieszę . Na miejscu byłam 10 minut później.
Pielęgniarka wskazała mi salę , w której leżała mama.
- Mamusiu.-złapałam ją za rękę.- Proszę cię. Nie zostawiaj mnie. Nie teraz. Nie możesz. Wiem ,że jesteś silna , musisz się obudzić.-płakałam bezgranicznie .
Jej oczy się lekko otworzyły.
- Caroline- wyszeptała.
- tak mamo.- pocałowałam ja w dłoń ,którą właśnie trzymałam.
- Znajdź testament.- powiedziała resztkami sił.
- Mamo!? Jakie testament? Po co ? Przecież ty nie umrzesz.-płakałam.
Z jej oczu popłynęło kilka łez
- Po prostu go znajdź- jej głos był ledwo słyszalny. - Jest u mnie.- urządzenie , do którego była podłączona zaczęło przeraźliwie piszczeć.
Z jednego oka spłynęła ostatnia łza.
- Mamo! Nie! ..
Wbiegła pielęgniarka z lekarzem. - proszę wyjść.
Posłusznie wyszłam z sali.
- Nie rób mi tego . - Szeptałam sama do siebie/
____________________________________________
Przepraszam ,że tak późno, ale musiałam się uczyć ;/
Rozdział mam nadzieje ,że się podoba ;)
Super
OdpowiedzUsuńSuper czekam na nastepny rozdzial. ^^
OdpowiedzUsuńSuper czekam na następny :)
OdpowiedzUsuń